Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2020

Totenbrett, czyli drewniane nekrologi

Trzy razy w ciągu ostatnich dwóch lat byłem na czesko-bawarskim pograniczu. Za każdym razem oglądałem po niemieckiej stronie Lasu Czeskiego i Szumawy oryginalną ozdobę tamtejszego krajobrazu: obok przydrożnych kapliczek i krzyży wyrastają tam jakby drewniane nagrobki, liczące po kilka, a nawet kilkanaście sztuk rzędy ozdobnych desek.

czwartek, 26 września 2019

Marcin, który udaje Rolanda

W każdym odwiedzanym mieście wypatruje Rolandów. Pisałem o nich już kilka razy, w dużych odstępach czasu. Najpierw w 2016 roku pokazałem rycerskie podobizny ze Środy Śląskiej i Wrocławia, potem w 2017 roku obejrzeliśmy wielkiego Rolanda z saskiego Belgern. W 2018 roku był Roland-Maksymilian z Bratysławy. I tak rok po roku trafia się okazja, by pokazać kolejny przykład tego międzynarodowego pomnikowego fenomenu. Nawet, jeżeli Roland jest trochę udawany.

piątek, 26 lipca 2019

Podniesiona kurtyna. Kilometr 750, Großer Arber

Przez cały czwartek Arber to pojawiał się, to znikał w oddali. Za każdym pojawieniem się góra rosła i coraz jaśniej wyróżniała wśród innych. Paliło słońce, co nie pomagało w długim marszu, ale za to wskazywało cel: Bundeswehra nie pozostała Czechom dłużna i postawiła na samym szczycie Großer Arbera dwie wielkie kopuły radarów. Lśniły w słońcu, przypominając wciąż o Zimnej Wojnie. 

niedziela, 21 kwietnia 2019

C. i k. obrazki kolejowe, część szósta, częściowo bawarska

[Do Bayerisch Eistenstein/Železnej Rudy wróciłem w czasie wycieczki wzdłuż Żelaznej Kurtyny: najpierw w krótkiej notatce, potem w ramach większego przeglądu]

Już po publikacji poprzedniego posta zorientowałem się, że część o granicznej stacji jest dużo większa, niż planowałem. Dla porządku w moim katalogu postanowiłem podzielić więc ten post na dwie części. Oto więc to samo, ale osobno: jedna z najbardziej niesamowitych stacji kolejowych, jakie dotąd widziałem.

niedziela, 9 września 2018

Na cmentarzu św. Jana. Cz. 2

W poprzedniej notatce przedstawiłem krótko najpiękniejszy dla mnie zabytek Norymbergi: stary cmentarz św. Jana. Zajrzeliśmy też do wnętrza gotyckiego kościoła. Teraz wyjdźmy na zewnątrz.

środa, 5 września 2018

Na cmentarzu św. Jana. Cz. 1

Żaden zabytek Norymbergi nie pokazuje starodawności miasta tak, jak cmentarz św. Jana. To oczywiście tylko moja opinia, ale może znajdę wśród Czytelników zrozumienie.  A więc: Johannisfriedhof, obchodząca dostojne pięćsetlecie nekropolia cesarskiej stolicy średniowiecznych Niemiec.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Kilometr 635, Lauterbourg

W "Casablance" jest między innymi taka patetyczna scena: żołnierze niemieccy śpiewają "Wacht am Rhein", ku oczywistemu smutkowi upokorzonych Francuzów. Wtem! nasz bohater przechodzi pewnym krokiem przez milczącą salę, staje przed orkiestrą i rozkazuje grać "Marsyliankę". Gdy dodam, że hymn Francji powstał w Strasbourgu i nosił najpierw tytuł "Pieśni wojennej Armii Renu" stanie się chyba zrozumiałe, czemu ta scena przypomniała mi się wczoraj na moście w Maxau. 

niedziela, 5 sierpnia 2018

Kilometr 607, Karlsruhe

Pięknie prezentujący się pałac margrabiów i wielkich książąt Badenii w Karlsruhe mieści regionalne muzeum. Jego kolekcja obejmuje między innymi ciekawe zabytki starożytne i średniowieczne. Kto jednak wybierze się do środka licząc na historyczne wnętrza, będzie srodze zawiedziony. 

sobota, 4 sierpnia 2018

Kilometr 596, Friedrichstal

Dawno, dawno temu, gdy pojawiły się mapy Gugla oglądałem godzinami świat widziany okiem satelity. Dziś nam to już spowszedniało, ale jaka to była i jest rewelacja! Wśród niesamowicie wyglądających miejsc zapamiętałem Karlsruhe. Dlaczego? Odsyłam do map, oczywiście, ale spróbuję to też opisać. 

piątek, 3 sierpnia 2018

Kilometr 552, Sinsheim

Przy okazji przejścia przez Sinsheim mógłbym rozwodzić się na temat historycznej roli tego miasteczka w czasie wiosny ludów. Albo o tutejszym klasztorze. Nie będę jednak wciskać Czytelnikom kitu: Sinsheim to przede wszystkim niesamowite muzeum techniki.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Kilometr 532, Kälbertshausen

Do elementów krajobrazu najsilniej kojarzących mi się z Niemcami należą pomniki poległych. Każda wieś czy miasteczko ma taki pomnik, zazwyczaj w honorowym miejscu: przy kościele, na rynku czy w podcieniu ratusza. Wspominałem już o tym w ubiegłym roku, w drodze przez czeski Śląsk. 

środa, 1 sierpnia 2018

Kilometr 495, Osterburken

Gdybym pokonywał tą samą drogę przed osiemnstoma wiekami, dziś rano zobaczyłbym wysokie mury kamiennego fortu. Przy strzeżonej przez żołnierzy bramie tłoczyliby się zmierzający na targi kupcy, posłańcy z wieściami od germańskich wodzów, pasterze prowadzący swoje stada i dwóch dziwnych Gallów szukających formularza. Dotarłem do granicy Imperium!

wtorek, 31 lipca 2018

Kilometr 468, Bad Mergentheim

Wczoraj gdzieś nad Tauberem pożegnałem się z Bawarią. Powinienem pewnie napisać: z Wolnym Krajem Bawarią, bo ani Górny Palatynat, ani Frankonia do rdzenia historycznej Bawarii nie należą. Niemniej jestem już teraz w granicach Księstwa Elektoratu Królestwa no, jestem w Wirtembergii, dziś współtworzącej kraj związkowy Badenia-Wirtembergia. 

poniedziałek, 30 lipca 2018

Kilometr 427, Rothenburg ob der Tauber

Krok za krokiem obszedłem władztwo margrabiów Ansbachu i wieczorem przeszedłem przez bramy Rothenburga, jednego z symboli niemieckiego średniowiecza. Górujące nad niemal wyschniętym Tauberem miasto z pewnością zasługuje na swoją sławę. W średniowieczu przyciągały tutaj jarmarki i relikwia Krwi Pańskiej. Dziś rozległe, wspaniale zachowane (choć Alianci uznali za słuszne i tutaj parę bomb zrzucić) stare miasto. 

niedziela, 29 lipca 2018

Kilometr 411, Hornau

Zbliżam się krok za krokiem do Rothenburga. Znowu, jak w Czechach, z radością wspinam się na górki sięgające tych pięciuset świętokrzyskich metrów. I przekraczam rzeki, a wraz z nimi wielką granicę. 

sobota, 28 lipca 2018

Kilometr 380, Neuhof an der Zenn

Wreszcie! Na niebie znowu pojawiły się chmury, upał łagodzi przyjemny wiatr. Po połączeniu z porośniętymi lasem wzgórzami powstał prawie idealny dzień drogi przez Frankonię. Już z namiotu nad jeziorem Obernzenner wracam myślami do mojego dzisiejszego pobytu w Karkonoszach. 

Kilometr 369, Eichensee

To był bardzo urozmaicony dzień. Najpierw jeszcze jedno przejście przez wielką, granitową aleję niedoszłych nazistowskich defilad (tu przydałby się cytat z Siary). Potem ruchliwy kanal Dunaj-Men razem z potężnym mostem tegoż kanału nad doliną rzeki Rednitz. Wreszcie las i wiejskie krajobrazy, których mocno mi przez ostatnie dni brakowało. 

czwartek, 26 lipca 2018

Kilometr 336, Norymberga

Wczoraj wieczorem wreszcie zobaczyłem żółtą tablicę z napisem "Nürnberg". Ostatnie kilometry do kempingu szedłem przez miejski las. Przypominał mi trochę krakowskie Bielany: jest tam nawet ogród zoologiczny. A później w świetle zachodzącego słońca widziałem jeszcze monumentalną trybunę na Zeppelinfeld, przypominającą o złożoności historii miasta. 

środa, 25 lipca 2018

Kilometr 326, Schwaig bei Nürnberg

Kończący się dzień jest zdecydowanie sponsorowany przez słowo "asfalt". Niestety, im bliżej miasta, tym mniej lasu, a więcej asfaltu. Około pierwszej nawet powiew wiatru niósł powietrze jak z rozgrzanego piekarnika. 

Kilometr 302, Pommelsbrunn

Fala upałów dotknęła też pogranicze Górnego Palatynatu i Frankonii. Na szczęście, chyba bez tragicznych skutków. Jednak szło mi się wczoraj bardzo słabo. W zasadzie dopiero od szóstej mogłem przyspieszyć, by późnym wieczorem dotrzeć na kemping nad rzeką Pegnitz.