środa, 15 lipca 2026

Włoskie obrazki kolejowe, cz. 5, ostatnia

Włoski przegląd kolejowy dociera do ostatniej, piątej stacji. Na zakończenie tej ostatniej wspomniałem, jak fajnie się jeździ włoskimi pociągami dużej prędkości, czyli Frecciarossą. I z tego miejsca zaczynamy.


Żeby oddać sprawiedliwość, inni przewoźnicy we Włoszech też oferują wygodną jazdę. Kilka razy zdarzyło nam się jechać szwajcarskim ekspresem z Wenecji do Bazylei lub Genewy. Bilety na trasie z Wenecji do Mediolanu były tańsze niż w Trenitalii, a pociąg był arcywygodny. Ale ceny w szwajcarskim Warsie...! Szwajcarzy zapomnieli jednak, że są w kraju kawy za euro z hakiem, i z espresso za bodaj pięć franków trochę zaszaleli. W sumie to chciałbym się kiedyś zatrudnić w SBB tylko po to, żeby mówić Włochom, ile kosztuje woda albo kawa, i patrzeć na ich miny. Te, które widziałem jako pasażer były znakomite.


Włochy to też sieć połączeń nocnych. No, sieć to może złe słowo, bo to głównie szereg połączeń miast na północy z miastami na południu, i odwrotnie. Skorzystaliśmy z przyjemnością z takiego połączenia między Mediolanem a Tarentem, było super. Poranek w pociągu jadącym samym brzegiem Adriatyku, obowiązkowa kawa roznoszona przez konduktora, piękna sprawa.


O dworcach w innych miastach w sumie nie mam dużo do powiedzenia. Główne dworce Rzymu (Termini), Florencji (Santa Maria Novella), Neapolu (Centrale), Wenecji (Santa Lucia) są wszystkie do siebie podobne: to dworce końcowe z szerokimi, modernistycznymi fasadami i masą peronów. Może dworzec we Florencji się wyróżnia, bo jest nieco starszy, ale z Termini pamiętam tyle, że nie umiałem się wydostać z metra, a z Napoli Centrale, że były dobre ciastka. Ciepłe miejsce w sercu mam dla weneckiego Santa Lucia (na zdjęciu) - bo gdzie jeszcze dworzec po wyjściu z pociągu wychodzimy prosto na błękitne wody i gondole?


Skoro mowa o Wenecji. Niezwykłe miasto ma aż trzy nietypowe środki komunikacji publicznej. Pierwsze to rzecz jasna, czyli przesławne vaporetto - wodne tramwaje. Ale jest jeszcze dziwaczny autobusotramwaj łączący Mestre z właściwą Wenecją (jak ktoś kiedyś napisał, jest to środek komunikacji łączący wszystkie wady autobusu z wszystkimi wadami tramwaju, nie posiadający przy tym zalet żadnego z tych pojazdów), oraz People Mover (on się tak serio nazywa, po angielsku). Zacytuję sam siebie z lutego zeszłego roku (było tutaj): "Ma niecały kilometr, łączy Piazzale Roma z Tronchetto. Ja generalnie jestem wielkim miłośnikiem torów wszelakich, ale tego wynalazku nie rozumiem. Koszt duży, perspektyw rozbudowy żadnych, a oba końce linii (linijki?) są dostępne dla samochodów, czyli tę samą potrzebę mogłoby obsłużyć kilka wahadłowych autobusów. Mogłyby być, oczywiście, elektryczne. Więc po co to?"


Przy czym ja oczywiście rozumiem, że dworce służą do wsiadania i wysiadania z pociągów. I że lepszy jest ruchliwy dworzec bez ozdób, niż pusta pohabsburska skorupa z jednym pociągiem na godzinę. Ale szkoda, że akurat w kategorii dworców Włosi tak bardzo postawili na funkcjonalność. Na zdjęciu Roma Termini.


Skoro mowa o habsburskich skorupach, to oczywiście znajdziemy i takie; to Trieste Centrale, czyli dawne Triest Südbahnhof. "Süd" chyba dlatego, że był na końcu Kolei Południowej, "Südbahn". Dworzec w Trydencie, innym dużym mieście przyłączonym do Włoch po pierwszej wojnie światowej zastąpiono w latach 30-tych nowym, więc czemu w Trieście ostał się ten austriacki, nie wiem.


Na dworcu w Trieście jest tablica ku czci Karla (tutaj: Carlo) Ghegi, który zbudował całą linię do Wiednia - razem ze słynną trasą przez Semmering. O Semmering było m.in. tutaj.

A, skoro już mowa o wyrożniających się dworcach. Napoli Centrale ma jeszcze to do siebie, że śmierdzi tam trochę mniej, niż w reszcie miasta.


Do kategorii "włoskie podróże dalekie" dorzucę jeszcze obrazki z okien pociągów. To są te widoki, które na zdjęciach wyglądają dużo gorzej, niż w rzeczywistości - bo pociąg się rusza, okna są brudne, itepe. Ale jak miło sobie wypatrzeć Mury Aureliana przy wjeździe na dworzec Termini.


Albo florencką katedrę z linii obiegającej centrum miasta.


Swoją drogą, we Florencji są tramwaje. Kiedyś były, a od 2010 roku są znowu. Rozbudowa idzie z oporami, ale trudno sobie wyobrazić miasto z prawie 400 tysiącami mieszkańców bez jakiegoś transportu szynowego - więc władze twardo rozbudowują niewielką na razie sieć.


Albo - wracając do wątku widoków z pociągów - klasztor na Monte Cassino z pociągu z Rzymu do Neapolu.


Te poprzednie obrazki to widoki-ciekawostki, bo przecież wszędzie tam można dotrzeć i zobaczyć zabytki bez szyby biegnącego pociągu. Ale już do Batteria Sant'Antonio, pomnika austriackiego oblężenia Wenecji w 1849 dostać się można tylko łodzią - więc dobrze jest obejrzeć przez okno pociągu.


Fajnie się patrzy przez okna pospiesznych, ale jeszcze fajniej tych wolniejszych osobowych. Po innych regionach Włoch nie pojeździłem podmiejskimi czy regionalnymi pociągami tyle, co po Lombardii, ale co nieco się udało. Pociągiem ciągniętym przez taką lokomotywę E.464 przejechałem z Triestu do Wenecji, miło wspominając przejazd w poprzek przez Włochy w 2018 roku (zaczyna się tutaj).


Pociągi regionalne w różnych częściach Włoch nawiązują często do bogatej i różnorodnej historii regionalnej. To jest, oczywiście, pociąg w regionie Veneto, bo ma lwa św. Marka. Konkretnie jesteśmy na dworcu Santa Lucia, a pociąg to ETR 104 - ale w barwach Trenitalii już się nie nazywa "Dionizetti", tylko "Pop".


Wędrujemy na południe. Trochę wstyd, ale to jest raptem trzecie i ostatnie w tym przeglądzie zdjęcie z Rzymu: pociąg CAF S/300 na stacji Roma Porta San Paolo, gdzie zaczyna się podmiejska linia Metromare.


Jeszcze dalej na południe: Neapol. O mieście zdążyłem się już niekorzystnie wypowiedzieć przy okazji wzmianki o Napoli Centrale, to może teraz tylko pociągi: dworzec Napoli Porta Nolana, początkowa stacja sieci Circumvesuviany. Circumvesuviana to system wąskotorowej (950 mm) kolei regionalnej, pokrywający dziesiątkami przystanków wschodnie okolice Neapolu i, rzecz jasna, obiegający wkoło zbocza Wezuwiusza. Jak już ogarniecie w tym neapolitańskim burdelu malowniczym chaosie, który pociąg jest skąd, to się całkiem miło po okolicy jeździ. 


Pasażerów wożą na sześciu liniach trzy rodzaje pociągów. Najstarsze FE 220, średnie T21 - i to chyba taki pociąg jest na zdjęciu, wjeżdżający na stację Pompei...


..oraz młodsze pociągi Eurostar, taki jak ten, wjeżdżający na stację Torre del Greco. Jako się rzekło, jazda jest całkiem wygodna, choć na stacjach bywa straszny syf.


Ale to jest podobno czar Neapolu, że śmierdzi, i Wam się buty lepią do chodników, więc doceniajcie. Na zdjęciu, dla zamknięcia szynowego neapolitańskiego tematu, tramwaj w stolicy Kampanii. Neapol ma szczątkową sieć tramwajową, którą obecnie próbuje sobie odbudować. Idzie, jak wszystko w Neapolu.


Na prawie sam koniec przenosimy się jeszcze dalej na południe, do Apulii. Czy poznajecie może ten pociąg stojący na stacji Alberobello?


Toż to "Impuls" produkcji nowosądeckiego Newagu! Ferrovie del Sud Est używają też "Atribo" produkcji bydgoskiej Pesy. Zawsze fajnie zobaczyć polską produkcję za granicą, szczególnie, jeżeli chodzi o produkcję tak wymagającą, jak pociągi. Albo okna (Drutex jest jednym z największych producentów okien w Europie; p. Gierszewski pewnie trochę żałuje, że nie wymyślił trzydzieści lat temu lepszej nazwy).

(na przykład Drutpol)


Z tym patriotycznym akcentem docieramy do końca. Ostatnie zdjęcie włoskie w tym zbiorze, a przedostatnie w ogóle: dworzec Milano Rogoredo. Czemu nagle wróciliśmy do Mediolanu?


To proste: z Milano Rogoredo wracałem raz do domu na Święta. Na zdjęciu śnieżny poranek gdzieś w okolicy przełęczy Semmering w nocnym pociągu z Mediolanu do Wiednia. Powroty pociągiem na Święta należały do najmilszych elementów mojej włoskiej przygody. Raz jechałem z Mediolanu (pociągiem z La Spezii; tej trasy już chyba nie ma), a raz z Wenecji. Potem parę godzin we Wiedniu, i popołudniowym pociągiem do Warszawy. Może jeszcze kiedyś będzie okazja?

Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz