Truizm: zawsze był ktoś wcześniej. Ktoś coś wcześniej powiedział, odwiedził, napisał. Zanim zabłysł rewolwr Wisławy Szymborskiej swoje bukiety układał Tuwim, Gombrowicz napisał dużo, a i tak wszyscy do znudzenia cytują jeden kawałek "Ferdydurke", Norwid opiewał Bema rapsodem. Byli Słowacki i Mickiewicz, Naruszewicz i Krasicki, Morsztyn i Sarbiewski. Ten ostatni pewnie z wysokości poezji doskonałej ironicznie zerkał na twórców Odrodzenia, składających rymy w krzepnącej polskiej mowie. Poeta na sekretarskiej synekurze siedział w tych samych salach, co Jan Długosz, który w poszukiwaniu wiedzy i inspiracji trzymał w rękach rozpadającą się kronikę pewnego nieznanego z imienia mnicha.
O! A przed tym mnichem jednak nie było nikogo.