Zostawiamy za sobą Brunate i ruszamy w wyższe góry. Moja trzecia rekomendacja to chyba mój ulubiony szczyt okołomediolańskich Przedalp. Kto śledzi uważnie ten poczytny nieregularnik, ten zna i widoki stąd, i wschody słońca, i nazwę: Palanzone.
Rekomendacja trzecia. Monte Palanzone, czyli Alpy dla (prawie) każdego.
Ze wszystkich gór, na których byłem we Włoszech to jest moja ulubiona. Palanzone nie jest najwyższy w Triangolo Lariano, bo tę rangę zachowuje dla siebie San Primo, i nie jest też najwyższą górą, na jakiej byłem. Ale jest szczytem pięknym, charakternym, wznoszącym się swoimi zachodnimi i wschodnimi zboczami tak stromo, jak tylko mogą to robić trawiaste stoki. A jako ukoronowanie tego wszystkiego Palanzone ma na szczycie monumentalną, kamienną kaplicę-piramidę. Choć czasami takie budowle mogłyby z powodzeniem zniknąć ze szczytu, to w tym wypadku kaplica jest rzeczywiście ukoronowaniem wierzchołka.
Na Palanzone byłem pięć razy, w tym dwa razy na wschodach słońca. Obie te wschodosłońcowe wycieczki relacjonowałem, oczywiście. Była jeszcze szósta wycieczka, ale wtedy dotarliśmy do bufetu w pobliżu szczytu, ale na sam szczyt już nie.
Każda z tych wycieczek biegła z innego miejsca. Szedłem więc z Asso, z Caslino d'Erba (w oba te miejsca dojazd pociągiem), z Bolettone (w ramach przejścia przez całe Triangolo), z Riva di Palanzo (tam dojazd autobusem), z Alpe del Vicere, oraz z przełęczy Sormano (Colma di Sormano; w oba te ostatnie miejsca dojazd samochodem). Która z tych tras była najciekawsza?
Trudny wybór. To trochę jak na Babią Górę: każdy szlak na Palanzone jest ciekawy. Jeżeli musiałbym się zdecydować na jeden, wskazałbym ten z ze stacji kolejowej Canzo-Asso.
Choć długi, to biegnie między innymi przez wspaniały, świetlisty kasztanowy las, a to jest coś naprawdę wyjątkowego. Kiedy szedłem na Palanzone pierwszy raz, w październiku 2022 roku, odbywało się tu akurat wielkie rodzinne zbieranie kasztanów. Gdy już się wejdzie na szczyt, można zejśćy na przykład przez Monte Puscio do Erby. Tak to wygląda na mapie:
Pamiętajcie przy okazji, że to, co zaznacza się na mapach jako schroniska, to w tej części Alp (w Przedalpach/Prealpach) raczej sezonowe bufety. Z solidnym, górskim klimatem i dobrą kawą, ale bez noclegów. Tak jest na przykład z Rifugio Riella pod samym Palanzone czy Capanną Marą pod przełęczą Lemna.
Napisałem już o górze i o drodze na nią, zostały widoki. Palanzone przez swoje położenie i strome zbocza to naturalna wieża widokowa, z której rozciągają się zachwycające widoki sięgające szczytów odległych o dwieście kilometrów. Nie zmyślam: ponad Boletto widać jeden z symboli Piemontu, górujące nad Turynem Monviso.
Jakbyście chcieli sobie porównać, to jest Monviso widoczne sponad Turynu, z Supergi. Na Superdze byliśmy tutaj.
To jeszcze jeden widok z Palanzone, do tego nawiązanie do jednego z niedawnych wpisów. Pamiętacie Corni di Canzo, na które nie dotarłem? O, to jest właśnie widok na nie z Palanzone. A za nimi jest Resegone. Jak sobie przejrzycie dokładnie ten materiał sprzed miesiąca, to znajdziecie zdjęcie z masywu Resegone na Corni i Palanzone, więc jest do pary.
A! Jak będziecie na Palanzone, to też patrzcie pod nogi. Bo raz, że są jaskinie, dwa, że są leje krasowe i ponory (obacz w słowniku, albo tutaj), a trzy, że jak się te dwie pierwsze rzeczy ogląda, to można wleźć na takiego szkraba.
Informacje praktyczne. Dojazd do Canzo z dworca Milano Cadorna pociągiem Trenord. Pociągi kursują co godzinę. W Canzo, zwłaszcza przy dworcu jest kilka kawiarni i sklepów. W rejonie Palanzone są dwa schroniskobufety, są otwarte sezonowo. Zarówno Rifugio Riella, jak Capanna Mara mają raczej zapomniane strony na fejsbuku. Myślę, że warto zabrać ze sobą jedzenie i napoje, nie licząc na postój w schroniskach; najwyżej będziecie miło zaskoczeni, i nacieszyci się doskonałym kasztanowym ciastkiem z Capanny Mary.
Jak wspomniałem na wstępie, aż cztery z moich rekomendacji są z Triangolo Lariano. Więc czas na ostatnią z tych rekomendacji.
Cd.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz