sobota, 30 maja 2026

Włoskie obrazki kolejowe, cz. 5

Ostatni post był chwilę przed pierwszymi maturami międzynarodowymi, potem były jeszcze egzaminy końcoworoczne dla klas trzecich, więc w sumie pięć tygodni egzaminów bez przerwy. Wczoraj skończyliśmy, na szczęście, i mogę wrócić do ciuchć. Po tym odcinku ciuchci pokażę Wam Babicę.

A, tej kończyny pod Tatrami nie pokażę, nie wiedziałem, że to obowiązkowe. Mama napisze mi usprawiedliwienie.


Lecco to drugie obok Como duże miasto położone nad jeziorem o wiadomej nazwie. Como (miasto) leży na końcu zachodniego odgałęzienia, a dwukrotnie mniejsze Lecco na końcu wschodniego odgałęzienia. Lecco zyskało w ostatnich latach dużą popularność, trochę pewnie dlatego, że w sezonie Como stało się już turystycznie nieznośne. Ja w spór między dwiema nadkomaskańskimi metropoliami wchodzić nie będę, skupię się na pociągach. A, i na tramwajach: Lecco miało kiedyś pojedynczą linię tramwajową, do tego istniał międzymiastowy tramwaj biegnący przez Erbę do Como.


Stacja w Lecco zaskakuje: niby tylko ruch regionalny, a ile torów, i ile rozmaitych pociągów! Głównie różne elektryczne ("Dionizetti" na ostatnim planie) i spalinowe (ATR 125 po prawej), ale też, niespodzianka, czechosłowackiej produkcji lokomotywa D.752, popularny "brejlovec". Ten ostatni do ruchu całkiem towarowego: raz, że w samym Lecco jest trochę przemysłu, a dwa, że od tej stacji rozciąga się jeszcze sporo na północ kawał włoskiej sieci kolejowej. Malownicza linia wschodnim brzegiem jeziora Como rozdziela się w Colico na odgałęzienie do Chiavenny, i to do Sondrio i Tirano. Jest co wozić.


A to właśnie linia do Chiavenny: zielony pociąg Trenordu na przystanku Dubino. Chiavenna to biegun północny lombardzkiej sieci kolejowej. Istniały plany - są np. na niemieckiej mapie europejskich kolei z 1883 roku (w zbiorach francuskiej Biblioteki Narodowej, tutaj) - poprowadzenia torów dalej, przez przełęcz Spluga (Splügen) do Chur, ale nic z nich nie wyszło. Przypuszczam, że otwarcie przejścia przez Alpy przez przełęcz Brenner (1867), a jeszcze bardziej to bliższe, pod przełęczą Św. Gotarda (1882) sprawiło, że budowanie kolejnej wyczynowej linii przez Alpy nie miało już sensu. W 1910 roku powstała jeszcze sławna linia z Tirano przez przełęcz Bernina do St. Moritz, ale ona nigdy nie miała sensu gospodarczego, i parę razy prawie bankrutowała - dzisiaj istnieje wyłącznie dzięki turystom.


Skoro jesteśmy w tej okolicy, to jeszcze Pigra. To oczywiście nie jest kolej taka kolejowa, bo nie jeździ po torach. Ale jednak nazywa się to potocznie kolejką, i do tego trudno jest omówić "kolejowy" lub "kolejkowy" transport publiczny w Lombardii bez takich wynalazków. Wiele kolejek linowych we Włoszech powstało i działa jak u nas, czyli wyłącznie dla turystów czy narciarzy, ale są też takie, które uzupełniają codzienne przemieszczanie się ludności. Tak jest z widoczną na zdjęciu kolejką, łączącą Argegno (w dole, nad jeziorem Como) z Pigrą (za nami). Do Pigry da się dojechać samochodem, ale to ponad 650 metrów różnicy wysokości - więc otwarta znowu po długim remoncie kolejka służy codziennym dojazdom do pracy czy zakupom.


Jak już przy tym temacie jesteśmy. Kolejna tego rodzaju kolejka łączy Albino w Val Seriana z Selvino. Również tam da się dojechać samochodem (i motorem; hałas w miasteczku jest nieznośny), ale po co, jak można to zrobić kolejką? Gdy jechaliśmy, odjazd był opóźniony o kilka minut względem rozkładu, bo maszynista czekał na grupę młodzieży wracającej ze szkoły.


Kolejka z Lecco na Piani d'Erna jest już dużo bardziej turystyczna.


Taka też była dwuodcinkowa kolejka na piemonckim Mottarone, zamknięta od katastrofy w maju 2021 roku. 


Z kronikarsko-kolejowego obowiązku dodam, że zanim na Mottarone powstała kolejka linowa (1970), na modny szczyt z równie modnej Stresy nad jeziorem Maggiore dało się dostać kolejką zębatą. Zamknięto ją w 1963 roku, ale w czasie wycieczki w styczniu 2024 roku natrafiłem na masę pamiątek: jest wciąż zrujnowany budynek stacji w Stresie, są wyraźne ślady torowiska, i jest wyremontowany na restaurację budynek stacyjki Borromeo. Borromeo, bo nawet jak już nie cała okolica jest własnością Boromeuszów, to jednak wpływy, koneksje, i inicjatywy pozostały. Droga na szczyt chyba wciąż należy do tego sławetnego rodu.


A skoro już wspomniałem o Piemoncie i o zębatkach, to oczywiście kolejka na Supergę: już nie jest zębata, ale kiedyś była, i wciąż działa. O Superdze była mowa tutaj


No, przyznacie sami, że pojeździliśmy po Lombardii i jej bliskich przyległościach za wszystkie czasy. Wybierzmy się teraz dalej. Ale wybierzemy się dalej tak, jak ja się wybierałem dalej: najpierw pojedziemy czerwonym pociągiem. To Malpensa Express, czyli przyspieszone połączenie łączące Mediolan z lotniskiem Malpensa. Dla Saroneńczyków ważne jest szczególnie to, że co druga "malpensa" jedzie nie na Milano Cadorna, a na Milano Centrale, i to jest jedyne bezpośrednie połączenie Saronno z najważniejszym mediolańskim dworcem. Przez cały czas naszego mieszkania pojawiały się informacje, że to połączenie z Centrale może być zlikwidowane. Tymczasem wydarzyło się coś wręcz przeciwnego: po ukończeniu pętli kolejowej wokół lotniska kursy lotniskowego pociągu przedłużono do Gallarate, i tym samym otworzyły się nowe możliwości wycieczkowe. No, otworzyłyby się, ale już mnie tam nie ma. Na zdjęciu właśnie "malpensa", czyli pociąg CSA (Convoglio Servizio Aeroportuale) na przystanku Rescaldina.


Wsiadamy w "malpensę", i po pół godzinie docieramy na wiecznie zatłoczony i wiecznie za wąski peron 1 dworca Milano Centrale. 


Milano Centrale! Dworzec-klocuch, ale jednocześnie wspaniały pomnik późnej epoki pary i wczesnej epoki elektryczności na torach. W wielu miejscach Europy na wielkich dworcach miałem poczucie, że to pomniki przeminionych czasów, ale we Włoszech kolej ma się świetnie, i Milano Centrale wciąż służy tysiącom pasażerów (te tysiące to w kilka minut - wg internetów dziennie jest ok. 320 tysięcy), pomagając im się dostać w przeróżne miejsca we względnym komforcie.


I choć nie jest prawdą, że Milano Centrale to wyjątkowe dzieło architektury faszystowskiej - budowa ruszyła jeszcze przed pierwszą wojną światową - to jednak ukończona w 1931 roku "katedra ruchu" otrzymała faszystowski sznyt. Część z tego sznytu jest w bryle, część w dekoracjach, część skuto - a i tak "era dei fasci" wychyla się spod Chrystusa.


Na marginesie, to w Mediolanie zachował się - rzecz dość rzadka - budynek najstarszego dworca. Pierwszą linię kolejową we Włoszech uruchomiono w 1839 roku między Neapolem a Portici, a rok później tory połączyły Mediolan przez Sesto San Giovanni z Monzą. Dawny budynek dworca Milano Porta Nuova stoi na rogu Gioia i Monte Grappa, i to jest własnie ten miły gmach na zdjęciu. Kilka lat później dworzec przeniesiono kawałek dalej (dzisiaj jest tam Guardia di Finanza), a w 1864 roku Mediolan doczekał się pierwszego dworca centralnego, który stał na dzisiejszym Piazza della Reppublica. O tym dawnym Centrale wspomniałem przy okazji Passante, tunelu dla pociągów podmiejskich.


Wróćmy na współczesne Centrale. Kilkadziesiąt końcowych peronów przez całą dobę jest pełnych ruchu. Ruch jest przede wszystkim dalekobieżny i międzynarodowy (Zurych, Paryż...), ale jest tu też trochę ruchu regionalnego. Odchodzą stąd np. pociągi do Bergamo, Brescii i Cremony. Ruch podmiejski i lokalny obsługują w całości inne dworce oraz przelotowe, podziemne Passante.


Największą radością kolejową we Włoszech są pociągi Frecciarossa. To najszybsze włoskie pociągi, śmigające regularnie między największymi włoskimi miastami. Jest ich tyle, i wożą takie masy ludzi, że na wielu trasach mijają w pędzie nawet duże miasta. Frecciarossa z Mediolanu do Rzymu mija na przykład w mgnieniu oka podziemny dworzec w Bolonii. Skoro pociąg wiezie setki ludzi do Rzymu, a zaraz za nim lub przed nim pędził pociąg do Bolonii - to po co mieszać w rozkładzie i niepotrzebnie zatrzymywać pociąg? Normą dla Frecciarossy jest prędkość 300 kilometrów na godzinę.


Jak one pięknie wyglądają, mknąc sobie po równinach, dolinach i mostach Włoch. Tutaj akurat poranny ekspres wyśmiguje z Wenecji po Moście Wolności. Obrazek zrobiony przy okazji weneckiego wschodu słońca (było tutaj). 

I tutaj zrobimy przedostatnie ciach w tej serii. Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz