Przyszła jedna z moich ulubionych pór: krótkie, ale wyczekiwane szkolne wolne łączące Boże Narodzenie i Nowy Rok. Nigdy nie wyjeżdżam wtedy w góry, za to z wielką przyjemnością wybieram się w bliższe i dalsze okolice Warszawy. W przedwigilijną niedzielę byłem na wschodnich krańcach Mazowsza, nad Liwcem.
