Wschód słońca na szczycie Pradziada wyznaczył umowną połowę mojej drogi. To źródło dużej ulgi i radości. Niestety, stopień oszpecenia góry rodzi mieszane uczucia. Olbrzymia wieża, wsparta na trójnogu betonowego gmachu to chyba zbyt widoczna próba zaznaczenia ludzkiej obecności wśród przyrody. Ledwie w trzy dni później jestem już w pięknym, polskim Paczkowie, sławnym z powodu zachowanego niemal w całości pierścienia murów miejskich. Nie jest to jednak jedyna przyczyna, by tu zajrzeć i na dłużej się zatrzymać. Porównanie Śląska czeskiego i polskiego musi jednak przynieść kilka gorzkich refleksji.
![]() |
