W grudniu zgubiłem się w Wiedniu. No, trochę przesadzam: raczej kręcąc się bez celu doszedłem nie tam, gdzie sądziłem, że dojdę. Niemniej, miło było, bo to już się rzadko zdarza, o ile ktoś oczywiście ogarnia mapę w telefonie (wiecie, jak wiele osób nie ogarnia?). Ale jak już doszedłem tam, gdzie nie myślałem, że dojdę, to się ucieszyłem, bo akurat wyszedłem na sławny pomnik Luegera.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiedeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiedeń. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 29 lutego 2024
poniedziałek, 25 lipca 2022
Duma Czerwonego Wiednia
Gdy około szóstej rano zszedłem z Leopoldsbergu (gdzie byłem na wschodzie słońca, link tutaj), nie bardzo wiedziałem, jak wrócić do Brigittenau. Powrót na piechotę nie bardzo mi się uśmiechał, a Google żadnego połączenia nie widział. Na szczęście, Google nie wie jeszcze wszystkiego o wszystkim, więc jednak zabrałem się podmiejskim autobusem do pętli Heiligenstadt. Nic mi ta nazwa nie mówiła, bo ja Wiednia nie znam. Z jakim miłym zaskoczeniem zorientowałem się, że to jest pod murami sławnego Karl-Marx-Hof. Niedługo później, po śniadaniu i zabraniu rzeczy, byłem tam z powrotem.
czwartek, 14 lipca 2022
Wschody słońca, cz. 46. Leopoldsberg
Jak już wiecie, kilka dni temu przejechałem się koleją do Mediolanu. Przegląd zdjęć z tamtej szynowej podróży dotarł już do przełęczy Brenner (tutaj), ale przecież po drodze działo się parę rzeczy. W tym, rzecz oczywista, wschody słońca. Nie jeden, a dwa! Pierwszy na końcu Alp, drugi w środku Alp. Zaczynamy od tego na końcu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


