poniedziałek, 30 marca 2026

Włoskie obrazki kolejowe, cz. 2

Pierwszą część włoskiego przeglądu kolejowego zakończyłem stwierdzeniem, że docieramy do Saronno, i pojeździmy sobie teraz po okolicy. No, nie tylko po okolicy, ale też po regionie. Pojeździjmy więc, chodźże z nami!


Pierwsza wycieczka jest oczywista, bo kogo nie przyciągnie Como. Jedziemy przez Lomazzo do Como Lago. Jest też Como San Giovanni, na linii do Szwajcarii. "Nasza" linia, linia Ferrovie Nord zwęża się do jednego toru i przeciska przez miasto, docierając prawie do brzegu jeziora. Pociągi odjeżdżające stąd w stronę Milano Cadorna ruszają zazwyczaj z parominutowym opóźnieniem, bo muszą poczekać na przyjazd pociągu z Mediolanu i zwolnienie toru.


Dodam jeszcze, że taką piękną wiatobramę postawiło Ferrovie Nord przy wejściu na dworzec. Gdy tylko wyjdziemy przez tę bramę...


...jesteśmy nad samym jeziorem, i do tego tuż koło kolejnej kolei. Też jednotorowej: to kolej linowo-terenowa z Como do Brunate. Wspominana była już na tych łamach masę razy, ale że to kolej, to musi się pojawić i tutaj. Prawie pięćset metrów w górę, nieco ponad tysiąc metrów długości torów - więc jest stromo, i z pięknymi widokami, sięgającymi daleko w głąb sąsiedniej Szwajcarii. Można też zejść lub wejść szlakiem biegnącym mniej-więcej wzdłuż torów, ale to nie jest jakoś nadzwyczajnie ciekawa droga.


Żeby tego wątku kolei do Szwajcarii tak zupełnie nie zostawić, to oto szwajcarski obrazek kolejowy: widok ze zboczy zachodniej części Spina Verde na graniczne Chiasso, a nim - pośrodku zdjęcia - pociąg TiLo z Mediolanu do Locarno. Jechałem takim z międzynarodowym składem na odbywającą się w marcu zeszłego roku konferencję szkolną na stulecie konferencji w Locarno. Jakby rzekł pan Zagłoba, "jam to, nie chwaląc się, sprawił", tę konferencję znaczy.


Przyjechaliśmy na Como Lago, a wrócimy z Como San Giovanni. Obie linie - ta "szwajcarska", i ta "saroneńska" spotykają się na przystanku Como Camerlata, po czym biegną do Mediolanu już bardzo różnymi drogami. Z Camerlaty można porobić piękne wycieczki, można podziwiać piękny widok na Monte Boletto, i piękny pociąg na zdjęciu. To ETR 521 "Caravaggio", jedna z nowości Trenordu. Nie jest bez wad, ale to bardzo przyjemny i nowoczesny pociąg. To właśnie taki obsługiwał to połączenie o 7:18, na które lubiłem się zebrać. 


Ale ja chcę teraz tę blogową kolejową wycieczkę zabrać z powrotem do Saronno, a nie do Mediolanu. Więc - nie zaczyna się zdania od więc - przechodzimy z Como Camerlata na linii "szwajcarskiej" na sąsiednie Como Camerlata na linii "saroneńskiej". Widoki równie niczego sobie, za to pociąg starszy. Choć miesiąc po miesiącu przybywało "Caravaggiów", to większość moich dojazdów do pracy i wycieczek to były właśnie albo takie TAF (Treno Alta Frequentazione, starsze), albo TSR (Treno Servizio Regionale, młodsze). Mogłyby być czystsze, ale nie mogę powiedzieć o nich dużo złego - codziennie przewożą setki tysięcy ludzi, a awarie są bardzo rzadkie.


Kolejna wycieczka, jedziemy do serca Triangolo Lariano. O ile z Saronno do Como Lago jest pociąg bezpośredni, to już do górskiego Canzo-Asso już trzeba się przesiąść. Ale że to bardzo wygodna przesiadka (S9 do Cesano Maderno, zejść na dolny peron, i stamtąd po paru minutach do Canzo), to bywałem wiele razy. Czasem w ciągu słonecznego dnia...


...czasem bladym świtem, w drodze na Monte San Primo (o tej wycieczce było tutaj)... 


...a czasem w drodze przez Colma di Val Ravella do Valmadrery. Do był jeden z wariantów czwartej polecanej wycieczki (tutaj). 


Zresztą każdy przystanek linii do Canzo - szczególnie odcinek od Erby - to punkt wyjściowy do świetnych wycieczek. Czasami dojeżdżałem lub wracałem z końcowego Canzo-Asso, a czasami z położonego ciut niżej Canzo. Tak jak końcówka linii do Como Lago, także końcówka linii do Canzo jest jednotorowa. Pociąg to TSR, czyli młodszy z pary bardzo podobnych do siebie TAF i TSR.


Świetnym punktem wyjścia jest też Caslino d'Erba. Raz stąd wychodziłem, a raz wracałem z Palanzone. O Palanzone było wiele razy, więc najlepiej zobaczyć od razu wszystkie teksty, które opisałem tym słowem kluczowym (tutaj). 


Z Saronno można też dojechać do piemonckiej Novary. To stutysięczne miasto, duży węzeł kolejowy, i zarówno na stacji Novara, jak Novara Nord (są tuż obok siebie, w tej samej plątaninie torów) sporo się dzieje. Jest i ruch pasażerski, i towarowy, bo w Novarze - tam daleko, w głębi zdjęcia - jest terminal intermodalny służący połączeniom Włoch ze Skandynawią. A na torze stoi sobie taka dieslowska D.445. Pisze "stoi", a nie "stała", bo ona tam chyba mieszka: widać ją na zdjęciu na guglu (tutaj).


I jeszcze jedna wycieczka z Saronno, przez Varese do Laveno. Tak jak Como Lago leży nad samym jeziorem Como, tak Laveno Mombello Lago (co za nazwa!) jest nad samym jeziorem Maggiore. W tle Sasso del Ferro, na które się wyjeżdża kolejką kubełkową. Było o tym tutaj, bo to jedna z moich bardzo polecanych wycieczek. Gdybym obrócił się trochę w lewo, zobaczylibyście przystań promową, a za jeziorem Piemont.


Wracamy z Laveno w stronę Mediolanu. Pomiędzy Laveno a Varese jest Gavirate, skąd wybraliśmy się na pierwszą włoską górską wycieczkę w Campo dei Fiori (o tym masywie tutaj).. Pociąg na zdjęciu to TAF. Jak tam, zaczynacie już rozróżniać TAF od TSR?


Skoro mowa o pociągach, to na stacji w Gavirate stoi sobie taki stary wagon, służący lokalnemu stowarzyszeniu.


 Albo stał, bo jak ostatnio jechałem, to coś mi się nie rzucił w oczy.


Dojeżdżamy do ominiętego w drodze do Laveno Varese. A zdjęciu dworzec Varese - nie mylić z Varese Nord, odległym o kilkadziesiąt metrów. Przesiadamy się do wjeżdżającego właśnie "Caravaggia" jadącego z Milano Porta Garibaldi do Porto Ceresio. Pociąg, jak widać, jedzie po lewym torze, bo włoskie pociągi tak mają, a mieszkańcy Varese - też jak widać - mają do wyboru dwie zupełnie różne kolejowe trasy do Mediolanu. Tak samo mają mieszkańcy Como i Novary.


Stacja w Porto Ceresio. Byliśmy już nad Como, byliśmy nad Maggiore, to teraz jesteśmy nad jeziorem Lugano. O ile linie do Como Lago i do Laveno kończą się prostopadle do brzegu jeziora, to linia do Porto Ceresio kończy się do jeziora równolegle. Wyraźnie planowano ciąg dalszy, w stronę Ponte Tresa (jest o tym też na Wikipedii), ale na planach się skończyło.


W Porto Ceresio nie ma może połączenia do Ponte Tresa, ale jest za to takie nieczynne kolejowe nabrzeże do ładowania towarów na statki. Widać, że ruch między włoskim a szwajcarskim brzegiem - to po lewej to już Szwajcaria - musiał być kiedyś bardzo duży.


Tym razem już nie wracamy do Saronno, tylko z Porto Ceresio przez Varese jedziemy prosto do Mediolanu. Zrobimy postój na stacji Rho Fiera, gdzie możemy przesiąść się do metra...


...albo spojrzeć przez płot na Fiorenzę, jedne z mediolańskich Odolan, wielką wagonownię (stację postojową? nie wiem w sumie, jak to się nazywa) założoną w latach 1990-tych.

I tu, na rogatkach Mediolanu zrobimy w tym przeglądzie drugie ciach.

Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz