Wyobraź sobie, proszę, Czytelniku, że to jest płatny artykuł. Sięgnij po portfel i przelej ile możesz na pomoc dzielnym Ukraińcom. Chwała Ukrainie!
* * *
Żadne miejsce w Warszawie nie kojarzy mi się z Ukrainą tak, jak pomnik Tarasa Szewczenki. Pamiętam dobrze, jak w czasie Pomarańczowej Rewolucji poeta miał na sobie pomarańczowy szalik. Tamtejszy skwer nie nazywa się wbrew tytułowi "Tarasem Szewczenki", ale uważam, że to zmarnowana nazewnicza okazja. Skwer opada w dół wiślanej skarpy, ku Dolnemu Mokotowowi; "taras" byłby tu na miejscu i topograficznie, i jako znakomity żart językowy. Gdy dziś naród ukraiński walczy o swoją wolność z bandyckim napadem, a serca milionów Polaków zjednoczyły się w solidarności z napadniętymi - zapraszam na wspólne spotkanie z jednym z największych ukraińskich poetów.

