wtorek, 11 sierpnia 2026

Dalej na Południe: Koskowa i Kotoń, cz. 1

Skoro tak konsekwentnie odwiedzam i pokazuje Wam kolejne pasma Beskidu Makowskiego, czas na makowskie arcypasmo: to Koskowej i Kotonia. Będzie jak zwykle, czyli trochę widoków, trochę lasów, a do tego nawet jeden wschód słońca. 

A jednocześnie uprzejmie donoszę, że chciałbym wspólnie z Wami zabrać się za okropne billboardy na Zakopiance między Chabówką a Nowym Targiem. Kto by chciał do takiego przedsięwzięcia dołączyć - niech pisze.


Pasmo Koskowej i Kotonia jest najdłuższym w układance równoleżnikowych pasm między Skawą a Rabą, Pogórzem a Beskidem Wyspowym. Położone najdalej na północ pasemka Bukowca i Barnasiówki mają w linii prostej tylko osiem kilometrów, to Babicy i Sularzowej już dziewiętnaście, a nasz obecny bohater - pasmo Koskowej i Kotonia - aż dwadzieścia sześć. Zaczyna się od Suchej Beskidzkiej, a kończy na Pcimiu, albo odwrotnie. To na zdjęciu to akurat Sucha, skąd zacząłem jedną z dwóch składających się na tę opowieść wycieczek.


Co do Suchej, to mam do niej wielki sentyment z czasów pisania mojego schowanego do szuflady przewodnika po zakopiańskiej linii kolejowej. Wtedy Sucha była jednym z trzech miejsc, gdzie każdy pociąg jadący z Krakowa pod samiuśkie Tatry musiał zmienić kierunek jazdy. Stacja w Suchej tętniła - zwłaszcza w sezonie - życiem pracowitego kolejowego węzełka. Teraz to już przeszłość, bo dobudowano brakujące odcinki i w krakowskim Podgórzu, i w Suchej, i w Chabówce. Niby postęp, a jakoś szkoda.


No, to w drogę: w Suchej jest renesansowy pałac (tradycyjnie nazywany zamkiem; rzeczywiście, pierwsza XVI-wieczna budowla była dworem obronnym), widać go na pierwszym zdjęciu. My tymczasem przekraczamy Skawę po wzniesionej bodaj jeszcze w późnej epoce brązu, monumentalnej kładce. Do Pcimia, na drugi koniec pasma jest stąd 35 kilometrów drogi, ale - jak to w Beskidzie Makowskim - tylko 950 metrów podejścia.


Pierwszy postój warto sobie zrobić na platformie widokowej ponad Suchą. Widać stąd elegancko i Suchą z jej zamkiem i drewnianą gospodą, ale też most kolejowy na Stryszawce (która chwilę później wpada do Skawy). W sezonie ruch do Zakopanego jest bardzo duży, więc i na pociągi można sobie popatrzeć.


Pasmo wznosi się najwyżej na 867 metrów (na Koskowej), większość naszego szlaku będzie się wznosiła jakoś między 600 a 700 metrów. Wiadomo, czego się można spodziewać: las na zmianę z polami i łąkami, plus odcinki biegnące przez mniej lub bardziej malownicze przysiółki. 


Na szczycie Mioduszyny - pierwszego szczytu na naszej trasie - stoi taka wiata. Można się w niej nawet przespać, choć ja bym wolał w namiocie.


Podobnie jak na Babicy, również na Mioduszynie trwa walka Makowszczan z Myśleniczanami.


Prowadzę sobie od lat notatki z każdej wycieczki, i czasami dziwię się, czytając po latach swoje wywody. Wycieczkę z Suchej na Mioduszynę i do Makowa oceniłem w 2014 roku jako bardzo marną, niegodną powtarzania. Okej, ja Wam nie wmówię, że powinniście zapomnieć o Tatrach i Bieszczadach, i w te pędy zdobywać Mioduszynę, ale to bardzo ładna wycieczka jest. Może wtedy dało mi w kość schodzenie asfaltem do Makowa?


Opisowi sprzed dekady dziwię się tym bardziej, że zrobiłem sobie wtedy takie klimatyczne zdjęcie.


Czerwcowa wycieczka od Suchej do Koskowej była wycieczką pochmurną, a na koniec deszczową. To nie przeszkadzało mi - aż do wieczora - podziwiać widoków.


Do tych widoków należały panoramy ulew przetaczających się bliżej Babiej Góry. Ponieważ według wszelkich map burze mi nie groziły, postanowiłem twardo iść dalej. Liczyłem, że dotrę nad Koskową i rozbiję namiot jeszcze przed deszczem przewidzianym dla mnie. No, ale nie jestem dobry z matematyki. 


Na szlaku jest dużo kaplic i miejsc pamięci. Jednym z nich jest pomnik ofiar niemieckiej pacyfikacji osiedla Zagórze, górskiej części Makowa Podhalańskiego.


Trochę dalej na wschód spotykamy kaplicę, nazywaną od nazwiska fundatorki Kaplicą Chowaniakowej. Rodzina Chowaniaków zbudowała kaplicę po ostatniej wojnie, w podzięce za ocalenie w czasie walk o Maków. Więcej o kaplicy można przeczytać tutaj - w artykule są też zdjęcia z wizyty przyszłego papieża w kaplicy. Wtedy kaplica stała (jak widać) na całkiem otwartej przestrzeni, dziś jest tu znacznie gęstsza zabudowa, i wyższe drzewa. Takich ładnych kapliczek jest na szlaku więcej, a od Koskowej Góry na wschód nawet trzy duże kaplice.


Z rzeczy bardziej przyziemnych jest taki ładny biegacz Ulrichiego. To komplet do tego biegacza gładkiego, co go pokazałem sześć lat temu (tutaj).


Za pokazaną wcześniej kaplicą szlak robi się bardziej bezludny, i aż do Koskowej Góry nie spotykamy osiedli.


Wyjątkiem jest to miejsce, wyglądające bodaj na przeszły/przyszły obóz harcerski.


Na szlaku wyraźnie trwa walka właścicieli gruntów z motocyklistami i kładowcami. Jeżeli wzmianka o lince oznacza stalową linkę rozpiętą w poprzek szlaku, to stanowczo nie popieram - choć rozumiem frustrację ludzi zmuszanych do słuchania robionego dla prymitywnej przyjemności hałasu.


Tuż pod Koskową Górą zaczęło lać, i to srogo. Ale że miało przestać, i że nie było już sensu zawracać, tom się wspiął na szczyt, żeby obejrzeć wschód słońca.

Cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz