poniedziałek, 31 marca 2025

Famosissima wyprawa wzdłuż trzeciej Smródki. Część 6, a w niej eks-tramwaj, Alpini i poldery

Jakże miło jest, gdy do Lombardii wraca wiosna! Z każdym dniem jest coraz bardziej zielono i słonecznie, a jednocześnie alpejskie szczyty jeszcze się błyszczą śniegiem, jeszcze nie ma komarów, a Emilii-Romanii jeszcze nie zalało. Jakiż może być lepszy czas na ciąg dalszy famosissimej wyprawy wzdłuż Smródki?


Ostatni odcinek naszej wyprawy skończył się w Cadorago, gdzie Lura spotkała się z linią kolejową do Como. Stąd brakowało mi jednego krótkiego odcinka - między Cadorago a Caslino al Piano - do okolic gdzie już wcześniej byłem, czasem po kilkanaście razy. Skorzystam z tego, i następne trzy odcinki będą ilustrowane barwnymi rycinami zrobionymi w czasie wielu spacerów.


Tak to wygląda na tle guglowskiego zdjęcia. Niebieskie to Lura, czerwone to wybrane trasy spacerów. Widać autostradę z Mediolanu do Como (południe-północ, czyli dół-góra), i budowaną powoli Pedemontanę (zachód-wschód, czyli lewo-prawo). I widać też, jakie w tych okolicach jest gęste zaludnienie, choć na szczęście udaje się zachować trochę wolnej przestrzeni pomiędzy poszczególnymi miasteczkami.


Te zdjęcia z różnych spacerów tłumaczą magiczne zmiany pogody w galerii - tu na przykład całkiem pochmurno. Oto i Cadorago, a dokładniej jego stacja kolejowa. Pociąg jedzie sobie z Mediolanu do Como. Którą linią, to za chwilę, a teraz Wam tylko zwrócę uwagę, że Mediolan jest tam z przodu, a Como za nami. To znaczy, że pociąg jedzie po lewym torze. Nie mam pojęcia dlaczego, ale we Włoszech pociągi jeżdżą po lewej stronie. We Francji chyba też. Na wzgórzu kościół, a w zielonej dolinie u stóp kościoła płynie Lura.


Dzięki pracy Parco del Lura wzdłuż rzeki biegnie szlak rowerowy. Nie zawsze ciągły i nie zawsze oddzielony od szos, ale jest. A skoro jest szlak, to są i drogowskazy: do Saronno 14,8 kilometra.


Na skrzyżowaniu pod stacją w Cadorago: z lewej tory, z prawej wzgórze z kościołem, a pod spodem Lura. Jak może pamiętacie z poprzedniego odcinka (tutaj), ona się schowała pod ziemią, fabryką i skrzyżowaniem na jakieś sto metrów, a tu sobie wypływa.


Patrzcie, jaka to jest sympatyczna rzeka. Nawet ryby w niej są. Aż sobie trudno wyobrazić, że czasami wylewa i zalewa okoliczne miejscości (choć raczej wylewała, w przeszłości).


Przez jakiś czas Lura za Cadorago sobie płynie wzdłuż linii kolejowej, a potem hyc, i przeskakuje pod dwoma mostami na drugą, wschodnią stronę. Że dwoma mostami, to się zdziwiłem, ale okazało się, że obok współczesnego mostu jest drugi, starszy. Bardzo starałem się na niego dostać, ale krzaki były tak potworniaste, że nie dało rady. Stary most pewnie z czasów, kiedy linia kolejowa do Como była tramwajem. Serio! Bo to było tak, że się podzielę riserczem. Przed 1880 rokiem była już normalna linia kolejowa łącząca Como (obecny dworzec San Giovanni) z Mediolanem przez Monzę. Ale pojawił się pomysł, żeby zbudować jeszcze jedną, właśnie tramwajową linię, z Saronno przed Cadorago do Como. I tak też się stało. Pod koniec XIX wieku tramwaj przerobiono na normalny pociąg, i może to właśnie wtedy zbudowany dla tramwaju most przestał wystarczać? A najważniejsza informacja z tego jest taka, że to właśnie dlatego Como ma dwie linie kolejowe: jedną dojeżdża się z Milano Centrale, a drugą z Milano Cadorna, jedną do dworca San Giovanni, a drugą do dworca Como Lago.


Lura opływa centrum Cadorago bokiem, więc pod kościołem parafialnym (tym na pierwszym zdjęciu) nie byłem. Byłem za to w parku miejskim, w którym stoi pomnik partyzantów z czterojęzycznym napisem: "Wolność jest cenniejsza od złota". Z tymi partyzantami to jest tak, że wokół nich zbudowano dużą część powojennej włoskiej tożsamości, i trochę wyolbrzymiając znaczenie ruchu, i dyskretnie spychając na bok te masy Włochów, które wspierały faszyzm jeszcze po pierwszym upadku Mussoliniego w 1943 roku. Za miesiąc 80 rocznica egzekucji Mussoliniego - ciekawe, co będzie się działo w Mezzegrze?


Mój nadlurański szlak prześlizgnął się po ogrodzeniu psiego wybiegu...


...i zaraz za cmentarzem opadł w dół całkiem okazałej. Dopiero nieopodal Saronno Lura przebije się ostatecznie między morenowe (chyba?) wzgórza, i straci też wysoką skarpę.


A to znowu linia kolejowa do Como. Akurat nie ma na zdjęciu pociągu, bo się nie trafiło, ale ruch jest spory. Nawet w łikendy, poza godzinami szczytu jest co najmniej jeden pociąg w każdą stronę. Ta regularność ruchu (czyli, jak to się uczenie mówi, takt), to fantastyczna sprawa, jedna z tych, które od razu chętnie bym skopiował do Polski. Nawet pod Warszawą tylko kilka linii (ta otwocka np.) ma w miarę przyzwoity takt. A już do Zalesia? Daj pan spokój.


W Caslino al Piano spotkałem ten staw, a metaforycznie spotkałem też trasę swojego dawniejszego spaceru, odbytego na jesieni 2022 roku w poszukiwaniu placu zabaw. Odtąd z każdym odcinkiem tych dawniejszych spacerów będzie coraz więcej.


Chwila w Caslino, i znowu w dół, do rzeki!


W niektórych miejscach trudno uwierzyć, że park nad Lurą to jest tylko kilkasetmetrowy pas zieleni między zabudowaniami.


Jest nad Lurą koło Caslino i taki miły kawałek zatrzcinionego starorzecza. To nie jest, rzecz jasna, żadna nadbiebrzańska dzicz, ale też fajnie.


A nieopodal kolejny mostek. Większość przepraw przez Lurę chyba nie ma nazw, ale ten nosi dumną nazwę Mostu Alpini. Alpini to górskie jednostki włoskiej armii, dumne ze swojej tradycji, których weterani i sympatycy dodają swoim miejscowościom przeróżnego kolorytu. A to orkiestry, a to defilady, a to mostki w parku.


Na tym zdjęciu z listopada 2022 roku dobrze widać, czemu akurat tę przeprawę wybrali sobie lokalni Alpini. Całkiem górsko!


Cały ten kawałek nadlurańskiej wędrówki jest bardzo malowniczy: rzeka płynie tu w głęboko wciętym wąwozie, przykrytym bujnym lasem. To już ostatni tak górski kawałek w całym biegu Lury, o ile nie zaskoczy mnie jeszcze czymś jej ostatni odcinek w rejonie Rho.


Kto śledzi tego bloga nie tylko należy do bardzo elitarnej grupy, ale też wie, że w Lombardii i w niższych piętrach włoskich Alp jest bardzo mało drzew iglastych. Większość lasów, prawie pod dwa tysiące metrów, to lasy liściaste. Sosen, jodeł, czy świerków jest na tyle mało, że sobie starannie odnotowuje w dzienniczku te okolice, gdzie jest coś na kształt iglastego, czy chociaż mieszanego lasu. Wspomniałem o tym na przykład z drogi przez Triangolo Lariano (tutaj). O, proszę, jest taki kawałek między Caslino a Lomazzo. Mógłbym Wam chyba bez trudu wmówić, że to gdzieś w Mazowieckim czy Chojnowskim Parku Krajobrazowym.


Między Caslino al Piano a Lomazzo można iść bliżej rzeki, przez ten las na poprzednim zdjęciu, a można iść przez pola. Wtedy można nacieszyć się alejami drzew biegnącymi do folwarku Bissago.


Piszę "folwark", bo jakoś muszę przetłumaczyć "cascina", a nie wiem jak. Cascina to takie duże gospodarstwo, w Lombardii często w formie zwartego czworoboku zabudowań, czasem nawet z własnym kościołem. One często były własnością klasztorów, te casciny, i pamiętam, że było jakieś takie specjalne słowo na cysterski folwark, ale nie pamiętam. Kto pamięta, niech pomoże.


Proszę, jaka Toskania. Widok na Lomazzo.


Skoro już łączę tutaj obrazki z różnych wycieczek, to macie: kościół parafialny w Lomazzo. Święty Franciszek Ksawery jest za siatką, co by na niego gołębie (i muchy) nie srały, ale ma elegancko wycięte otworki na ręce.


Jest też w Lomazzo taki oto pomniczek ufundowany przez ziomków z Buenos Aires. Bo, wyobraźcie sobie, ponad połowa Argentyńczyków ma mniejsze lub większe włoskie korzenie.


I jeszcze jeden zjazd ze skarpy. Zjeżdżamy tak szybko...


...że zmieniamy porę roku. Most pod Lomazzo. Nie podejmuję się policzenia mostów na Lurze, ale ten jest o tyle śmieszny, że z jednej strony dochodzi asfaltowa droga, a z drugiej od razu robi się polna.


Zakole Lury między Lomazzo a Bregagno. 


Tu dowód, że wokół jest nawet jeszcze sporo rolnictwa.


Parco Lura, razem z samą rzeką bohater tego cyklu ma koło Lomazzo nawet maleńki ośrodek edukacyjny. Taki bez stałej obsługi, ale rozumiem, że czasami robią tam różne spotkania czy lekcje dla szkół. Jest m.in. mały ogród botaniczny, i instalacja pokazująca bieg rzeki - to ta metalowa barierka.


Zaraz za autostradą jest najciekawsze chyba miejsce w tym odcinku: Prati del Ceppo. Nie wiem, czy powinienem to tłumaczyć, bo niby nazwa własna, ale akurat się da. Prati to pola, łąki, a Ceppo to pniak. Pewnie jakbym doczytał, to bym wiedział, że tu był jakiś uschnięty las, albo rzeka wyrzucała pnie. W każdym razie, w ramach tworzenia parku wzdłuż Lury i dbania o rzekę zadbano też o to, żeby mniej wylewała. Powstał więc zespół takich zapasowych stawów - pewnie można to nazwać polderami - które wypełniają się wodą w czasie wezbrań.


Trochę jak Stawy Berensewicza przy śp. dworze na Wyczółkach (tutaj). Poldery od Lury oddziela jaz. Tak, żeby normalnie woda płynęła sobie korytem, ale jak tylko się niebezpiecznie podniesie, może przelać się i wypełnić stawy.


Na co dzień wody jest niewiele. Ale dość, żeby wodne ptaki miały gdzie się zatrzymać.


Nie widziałem jeszcze tego miejsca pełnego wody, ale widać, że to się zdarza.


Z korony wałów rozciąga się piękny widok na nasze najbliższe góry. Tu widać Boletto i Bolettone (w środku), a nieco bardziej w prawo Grignę. Ciekawostka (tzn. fun fact) jest taki, że Boletto i Bolettone to Alpy Zachodnie, a Grigna już Wschodnie.


A zaraz potem jest autostrada, a koło niej takie wielkie kanały do odprowadzania deszczówki. Przy tej wycieczce, jak widać, akurat nie miały czego odprowadzać. Ta autostrada - Pedemontana - to jest przekleństwo nieuważnych turystów. Jako jedyna we Włoszech nie ma bramek, tylko trzeba zapłacić myto przez internet. Wiele osób zapomina, lub lekceważy bardzo wyraźne informacje o konieczności zapłacenia, a potem się dziwi, jak przychodzi karne wezwanie do zapłaty, powiększone już o opłaty kolejnych podnajętych do ściągania należności firm.


W drodze do Rovellaski znowu miałem do wyboru albo ścieżkę nad samą rzeką...


...albo górą, przez pola, z widokiem na góry. Do wyboru, do koloru. Jak widać, w czasie jednego spaceru szedłem tak, a w czasie drugiego inaczej.


Potem jednak dolina rzeki zwęża się bardzo, więc między niewysokimi skarpami i domami jest miejsce na tylko jedną, całkiem elegancką rowerowo-pieszą promenadę. Z lewej jest Rovellasca, z prawej Manera. Lokalnym kolejom nie chciało się rozstrzygać, która jest ważniejsza, więc przystanek nazywa się Rovellasca-Manera. Są w Lombardii zresztą też nazwy potrójne.


A tymczasem spomiędzy zieleni wyłonił się kolejny przerzucony nad rzeką most. Zaraz za nim szlak wspiął się na skarpę, skąd doszedłem do kolei. Do Saronno zostały dwa przystanki kolejowe!

Cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz