Do Krakowa wchodziłem etapami. Najpierw w oddali pojawiły się potężne kominy Nowej Huty, latarnia morska dla tych, których droga pod Wawel biegnie od wschodu (od zachodu odpowiednikiem jest kamedulski erem na Bielanach; co piękniejsze, zostawiam do decyzji Czytelników). Potem był Potok Kościelnicki, który w 1815 roku decyzją Kongresu stał się granicą Królestwa Polskiego i Wolnego Miasta Krakowa, a tym samym, po klęsce nieudanego powstania z 1846 roku - rubieżą, gdzie stykała się władza carów i austriackich cesarzy. Wreszcie granice samego miasta, zaskakująco daleko wysunięte tutaj na wschód.
![]() |
