wtorek, 8 sierpnia 2017

Kilometr 706, Świdnica (cz. 2)

Muzyka koncertów i prób XVIII Festiwalu Bachowskiego wypełniała wnętrze ogromnej, drewnianej świątyni. Świdnicki Kościół Pokoju wzniesiono trzysta pięćdziesiąt lat temu. Miał być nietrwałym ustępstwem Habsburgów na rzecz ich luterańskich poddanych; trwa mimo zawieruch dziejowych i jest pomnikiem wiary i pokoju. Ksiądz Waldemar Pytel, proboszcz świdnickiej parafii i biskup diecezji wrocławskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego wśród ogromu pracy parafialnej, biskupiej i festiwalowej znalazł czas na spotkanie ze mną. Spotkaliśmy się w uroczej, witającej wiernych i gości przychodzących na teren ewangelickiej enklawy kawiarni Baroccafé. 


niedziela, 6 sierpnia 2017

Kilometr 706, Świdnica (cz. 1)

Świdnicę widać z daleka. Już z odległości wielu kilometrów da się dostrzec wysoką na ponad sto metrów wieżę katolickiej katedry św. Stanisława i Wacława. Wspaniała gotycka świątynia przypomina czasy średniowiecznej świetności miasta, śmiało rywalizującego w swym złotym wieku o prym na Śląsku z samym Wrocławiem.


sobota, 5 sierpnia 2017

Kilometr 698, Krzyżowa

Droga z Ząbkowic do Świdnicy, choć męcząca przez upały, dostarczyła mi pięknych wrażeń. Z lewej strony wznosiły się swym wałem Góry Sowie, z prawej nad żyzną równiną górowała Ślęża. W niemal każdej wsi zabytkowy kościół, pod płotami i wśród zarośli - krzyże pokutne. Są też pałace. Czasem w ruinie, czasem w remoncie, czasem będące wspaniałymi pomnikami historii i odrodzonej polsko-niemieckiej przyjaźni.

Fragment muru berlińskiego przy pałacu w Krzyżowej

piątek, 4 sierpnia 2017

Kilometr 658, Ząbkowice Śląskie

Historia kilkunastotysięcznych Ząbkowic Śląskich to jakby uniwersalna historia śląskiego miasta. W losach dawnego Frankensteinu odbijały się wszystkie dramaty ostatnich setek lat środkowoeuropejskiej historii. Tyczy się to także historii Reformacji.


wtorek, 1 sierpnia 2017

Kilometr 634, Paczków

Wschód słońca na szczycie Pradziada wyznaczył umowną połowę mojej drogi. To źródło dużej ulgi i radości. Niestety, stopień oszpecenia góry rodzi mieszane uczucia. Olbrzymia wieża, wsparta na trójnogu betonowego gmachu to chyba zbyt widoczna próba zaznaczenia ludzkiej obecności wśród przyrody. Ledwie w trzy dni później jestem już w pięknym, polskim Paczkowie, sławnym z powodu zachowanego niemal w całości pierścienia murów miejskich. Nie jest to jednak jedyna przyczyna, by tu zajrzeć i na dłużej się zatrzymać. Porównanie Śląska czeskiego i polskiego musi jednak przynieść kilka gorzkich refleksji.